Równi na galerach

W wieku 27 lat zostałam kierownikiem w „Korpo”. Szybko. Dlatego, że byłam szybka, wielofunkcyjna, garnęłam się do roboty, lubiłam pracować z ludźmi, choć nie wszystkich ludzi lubiłam.

Zostawałam też po godzinach, ale wbrew powszechnemu mniemaniu, nie dlatego, iż jako słoik na dorobku miałam kredyt i trzęsłam tyłkiem o posadę, ale dlatego, że byłam piękna, młoda i mało co w życiu mi przeszkadzało 🙂 Ach! 5 godzin snu i sruuu kolejny dzień! 

Przenosiłam góry, taka silna byłam. To wspaniałe mieć w życiu misję. Sprawiać, aby ludzie, którymi kierujesz, mieli dobrze, godnie, normalnie,a Ty się do tego przyczyniasz, a masz dopiero 27 lat!… Ale już 27 i wiesz, że musi być „wilk syty i owca cała”. Liczby muszą się zgadzać, a ja wiedziałam, jak balansować między człowiekiem, a wynikiem. Dobrze mi było, widziałam, że moje podejście do pracy się sprawdza. Pracowałam dla ludzi… Do momentu, aż usłyszałam, iż muszę podzielić Polskę na kategorię A i B. Ludzie ludziom nierówni, „folwark zwierzęcy”. Moje bycie „społeczniakiem” wówczas szybko zaczęło mnie uwierać. Wręcz sponiewierało.

W korpo „społeczniak” idzie w parze z „naiwniak”, ale tego przeświadczenia uczyłam się latami. Mam inną naturę a może raczej wychowanie?

Tata Krzyś przez wiele lat prowadził biznesy. A to jajka, a to bar piwny, wędlinki, stolarnia – misz masz jak w cyrku 🙂 Zawsze był i jest dla ludzi. Pan Henio, jak tylko ujrzał ojca, nawet po drugiej stronie ulicy, kłaniał mu się w pas. Miał za co. Obok taty baru siostry Wiesia i już św. pamięci Basia, miały sklep, w razie potrzeby ojciec coś dowiózł, przeniósł, dopilnował – pomógł. Bo najważniejszą wartością jest człowiek sam w sobie. Bo bez człowieka nie będzie „targetu”, jak bez rolnika ziemniaka w mieście. Bo jeśli Ty podasz rękę, to i Tobie będzie podana.

Stosowanie wpojonych mi w tamtym okresie zasad przyprawiało mnie omal o omdlenia i niestrawności. Były dni, kiedy żałowałam, że nie jestem pusta jak lalka Barbie 😉 , aż usłyszałam, iż „ucho od dzbanka w końcu mi się urwie” – w wolnym tłumaczeniu, jestem za mało biznesowa i wypierdzielą mnie z roboty na zbity pysk.

Ech, pomyślałam , zrobię się „sucz bitch”, ponumeruję sobie ludzi jak w Alcatraz, coby sentymenta mnie nie brały i hajda! Stałam niczym kolonialista z batem. W call center nie jest to trudne, można obciąć za spóźnienie, przekroczenie przerwy, źle zapisaną odpowiedź w skrypcie. Naprawdę wolna amerykanka, a ja byłam przodownikiem, wszechukochanego pewnie w każdej korpo, „cost cutting’u”.

Tyle, że przysłowiowy Pan Henio przestał mi się kłaniać z drugiej strony ulicy. Ze zwykłego miłego słoiczka, przerodziłam się w durnego szablonowego słoja. Cholera! Pejczyk, szpilka, prezencja, nadęta dupa, brak człowieczeństwa! Ciśnij, wymagaj, nie ustępuj. Byleby dyrekcja klaskała uszami 😉 Quo Vadis Aniu.. Dziecko drogie ogarnij się…. o rany jak szybko się ogarnęłam hehe. Zastosowałam zasadę – przytakuj i rób swoje. Tata taką zasadę stosuje całe życie, więc mogłam uczyć się od najlepszych 😉

Przestałam się stawiać, pyszczyć. Tak wiele razy w pracy słyszałam „Wszystko jest kwestią formy” więc zmieniłam formę przekazu. 

Bo widzicie Drodzy Czytelnicy, tak jak rodzice nie wiedzą wszystkiego, tak i szef nie musi. Do momentu, aż osiągasz wyniki – nie chwal się w jaki sposób. Gdzieś, kiedyś, jakiś Wielki Brat srogo się pomylił i przeniósł zasady egipskich budowniczych do firm prywatnych. Złapać za mordę, docisnąć do ściany, przeciągnąć przez wyżymaczkę. A wystarczy człowiekowi pozwolić myśleć, czuć się swobodnie, zapytać się – jak się czuje i czy w czymś mu pomóc. Potrzebujesz wyjść wcześniej z pracy – proszę bardzo – wiem, że w zamian pomożesz mi. Zastąpić Cię, bo się nie wyrabiasz? Jasne, koleżeństwo to podstawa, tylko głupek udaje, że pracuje i nie ma czasu. Z ludźmi trzeba być na równi, a nie udawać Królewnę Śnieżkę z kołkiem w dupie. Ja jestem, byłam i będę na równi.

Przynajmniej za to pójdę do nieba.

2 Komentarzy

  1. Travelling Milady

    Chwała Ci, że w porę przejrzałaś na oczy. Niestety wielu takich w skurwysyństwie upatruje swoją szansę na drogę do celu. Przycisnę pracowników, jak nie wytrzymają to znaczy, że się nie nadają. Nikt w końcu nie jest niezastąpiony. Tak rzadko spotykam ludzi, którzy ludźmi pozostają i nie sprzedadzą kolegi za 30 srebrników.

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Ja mam to szczęście, że używam głowy nie tylko do czesania, ale również do myślenia. Trzeba być dobrym, żeby było dobrze. Cieszę się, że do mnie zajrzałaś 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *