Biedne ludzie z miasta

Pamiętam jaki wstyd mnie ogarnął, kiedy po raz pierwszy, jako 10 latka, powiedziałam że mieszkam na wsi. Oczywiście nie dlatego, że w wieku 10 lat zaczęłam mówić i było to wydarzenie nie wiadomo jakie – nie, nie – akurat mówienie przyszło mi dużo szybciej za młodu niż chodzenie 😉 Jak miałam 10 lat, rodzice spakowali manatki z kawalerki w Siedlcach, w tym mnie, brata, kota oraz żółwia i wywieźli nas wieś, hen hen poza miasto – całe 6 km 🙂 Mimo, iż wyprowadziliśmy się z 30m2 do domu wielkiego niczym Stajnie Augiasza, mimo, iż dostałam swój własny wymarzony pokoik wielkości poprzedniego mieszkania.. wstydziłam się, że nie jestem już z miasta.

Ciekawi mnie, skąd mi się to wzięło wtedy, w tym małym móżdżku. Może dlatego, że babcia Zosia zawsze chwaliła się dziadkiem, że taki „umny” żak z Krakowa. Może dlatego, że za czasów mojego dzieciństwa trwał exodus wsi do miasta? A może dlatego, że w podstawówce wyśmiewano kolegów spoza Siedlec? Może źle pamiętam.. ale świetnie kojarzę, jak przyznałam się ten pierwszy raz, że jestem już ze wsi i dziewczynki nie chciały się ze mną bawić.Chyba byłam jakaś gorsza, plackiem z obory raczej nie śmierdziałam, ale szybko zrozumiałam, że nie ja tu jestem głupią krową.

Nie będę się tu rozwodzić o powolnym rozwijaniu miłości do drzew, trawy i świeżutkiego o2, o tym jak otworzyłam oczy na świat. Nie opiszę tu jak mama ze zdystansowanej kobiety do futrzaków, zaczęła przynosić każdą bidę do domu, aż powstało u nas mini schronisko. Wspomnę natomiast, jaką wartością jest mieszkanie na wsi i jak zaczęłam postrzegać miastowych, jako biednych ludzi odparzających tyłki na betonie.

To było jak grom z jasnego nieba, a może lekki „wkurwik” za poczucie bycie gorszą, cholera wie z jakiego powodu. Bo niby wieś biedniejsza? Bo moi nowi koledzy zamiast Majkel Dżekson mówią Majkiel? Czy może do Pewexu miałam za daleko? No dobra, miałam lekko odmienne zainteresowania i zamiast zabawy „w dom” wolałam jazdę na furze gnoju z sąsiadem – wielki żal, że mamusia tego nie sfotografowała – ale nie czyniło mnie to gorszym.

Natomiast czyniło mnie lepszym przebywanie z dzieciakami z sąsiadujących z nami gospodarstw. Nigdy nie usłyszałam niczego niepochlebnego od dzieci „wsiochów” na temat dzieci „mieszczuchów”. Wyśmiewanie się z ciuchów? Wytykanie palcami? Nie istniało. Wiem, można się z tym nie zgodzić, ale to moje wspomnienia, moja historia, która kształtowała mnie powoli, jak historia świata kształtuje wydarzenia współczesne. Zamieszkałam w bezkresie zieleni fizycznie i psychicznie.

Ale potem minęło kilka lat i dowiedziałam się, jak wielu dorosłych ludzi ze wsi, śmieje się z ludzi z miasta. Tadam! Szok i niedowierzanie 🙂 Dzięki temu, że od dzieciństwa łącze dwa światy, jestem odbiorcą wielu bodźców w tej sferze, które przyznam, zadziwiają mnie często.

„A bo Warszawiaka to można oszukać. Przecież on świni na żywo nie widział i kury nie macał, to skąd wie, co zje?. To proste biedne ludzie są, nie wiedzą co dobre”. Jak stałam, tak padłam po trosze ze śmiechu, po trosze ze zdziwienia.

Stereotypie zemrzyj. Prosty Biedny Człowieku, kim zatem jesteś? Wykwalifikowaną „Panią Katarzyną” z dwoma specjalizacjami, kredytem na 500 tysięcy PLN’ów za kwadracik w bloku i torebką od Louis Vuitton? Czy może „Panem Józiem” w kaloszkach z ojcowizną pod stopami? Jesteśmy tak blisko siebie, a tak daleko. Teść mojej przyjaciółki powiedział, że nigdy nie zamieszka w mieście, ponieważ zanim kiełbasa spod jego rąk tam dojedzie, to zostanie po niej tylko wspomnienie smaku i zdrowia, a na betonie i tak buraków nie zasadzi 🙂

Postrzegamy się przez krzywe zwierciadło. Tym razem powiedzenie „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” totalnie mi tu nie pasuje. Być może każdy ma swój własny świat i jest mu dobrze, być może boi się wyściubić nosa poza swoje ramy. Ja wiem jedno, idąc za słowami Samuela Adalberga ” Pan Bóg stworzył wieś, człowiek miasto” – więc chcę dążyć do raju.

16 Komentarzy

  1. Marta

    Bardzo dobrze czyta się każdy Twój wpis. Tak mam, że zatrzymuję się na chwilę, świat się zatrzymuje, a ja sobie rozmyslam po krótkiej, aczkolwiek bardzo sensownej, lekturze. Po dzisiejszym wpisie….tęsknota i rozmarzenie…mimo iż baba z miasta ze mnie, rodowita Warszawianka, to serce w stronę wsi ucieka coraz bardziej i bardziej….. może kiedyś uda się całkiem ucies 🙂

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Pewnie kiedyś napiszę, o takich osobnikach jak Ty 😉

  2. Młoda

    Dzieci zawsze były okrutne, mimo iż dzieli nas kilka małych latek to wrażenia podobne mamy. Zazdroszczę Ci tej wyprowadzki na wieś i tak zielonego dzieciństwa. Podobnie jak Ty wybieram dążenie do raju i usilnie kombinuje co tu zrobić żeby z mieszczucha stać się swojsko babo. 🙂 choć mam gdzieś tam w środku przekonanie, że to moje bycie rodowita warszawianka to tylko na papierze bo w sercu tylko pola, lasy, łąki i niezliczona ilość różnej zwierzyny 🙂
    Buźka i czekam na więcej wpisów, fajnie sięje czyta, pozwalają oderwać się od codziennego zgiełku i monotonii.

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Hmm coraz więcej osób pisze do mnie w takim stylu, jak Ty 🙂 Zbudujmy wspólne siedlisko i wyprowadźmy się poza miasto! 😀

  3. AniaS

    Moje doświadczenie jako nauczyciela: dzieci na wsi mówią’dzień dobry”-tak, tak w mieście to nie jest takie oczywiste, dzieci na wsi słuchają nauczyciela, czasem nawet zawstydzą się jak, coś zrobią źle. Sąsiedzi…-raz mordowałam się przy wyrywaniu perzu, który na naszej działce cudownie rośnie, słyszę traktor jedzie, o stoi mi pod bramą, wysiada sąsiad” my z żona patrzymy już na was 3 dzień jak ten perz rękami wyrywacie i pomyśleliśmy,że może by podorać lekko…”Albo w bibliotece wiejskiej”pani zostawi synka u nas i pójdzie robić zakupy, my się nim zajmiemy tu dużo zabawek jest i moje dzieci zaraz wrócą ze szkoły…”widzieliście cos takiego w mieście?

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Aniu – łza mi się zakręciła w oku i fala ciepła zalała 🙂 W PRL-u w mieście chyba było inaczej, prawda? Ostatnie 15-20 lat zabiło tę sąsiedzkość, która niechaj trwa na wsi jak najdłużej!! 🙂

  4. Travelling Milady

    Rety jak TY piszesz!Wciąż czytam i nie dowierzam jak trafnie ujmujesz w słowa moje myśli i emocje. Podpisuję się pod tym tekstem rękami, a nawet nogami. My chyba czujemy się bardzo mali bez etykietek, prestiżowych stanowisk czy bez tytułu przed nazwiskiem.Jesteśmy przywiązani do mitów, które przekazywały nam wcześniejsze pokolenia, dla których wieś to była bieda i ciężka praca. W dzisiejszym świecie zmieniło się wszystko. Ja zdecydowanie wybieram kalosze zamiast szpilek z czerwoną podeszwą i kredytu na 20m2 w centrum miasta. Tu mimo tłumów ludzie są przeraźliwie samotni. Ściskam.

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Ja mając te 20 parę lat tez myślałam,ze labelka przy stanowisku to „Cud nad Wisłą”. Teraz cudem jest dla mnie czas, aby móc piać dla Was. Jestem kierownikiem w nie byle jakiej firmie.. a chcę zostać hodowcą kur 😀

  5. AniaS

    Jeszcze coś mi się przypomniało. Znajomi wyprowadzili się na wieś, nic w domku nie mieli jeszcze, ledwo jakieś łóżko, stół, kuchenka mała gazowa…a tu ksiądz po kolędzie ma chodzić…znajomi niewierzący. Razu pewnego przychodzi do nich sąsiadka z ciastem”ksiądz jutro po kolędzie, a wiem,że wy nie macie piekarnika, to ciasto zrobiłam” ,daje im to ciasto i wychodzi. Co tu robić, ciasto jest, kobita się narobiła, trzeba tego księżula zaprosić. Następnego dnia ksiądz przychodzi „my proszę księdza niewierzący jesteśmy, ale sąsiadka ciasto przyniosła, głupio było odmówić” Ksiądz się lekko zakłopotał „to może ja wam chociaż dom poświęcę,żeby się dobrze mieszkało?””czemu nie”-oni na to, nawet sobie przy okazji „Ojcze nasz” z dzieciństwa przypomnieli…:-)

  6. AniaS

    Właśnie teraz moje dzieci z dziećmi sąsiadów, karmią się nawzajem truskawkami zerwanymi prosto z krzaka…podawanymi prosto do buzi przez sztachety w płocie…to jest wieś;-)

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Jak czytam co piszesz to wraca mi wiara w ludzi 🙂 ale prawie wyskoczyłam z siebie siedząc w biurze bez klimatyzacji 🙂

  7. Warszawianka

    „A bo Warszawiaka to można oszukać. Przecież on świni na żywo nie widział i kury nie macał, to skąd wie, co zje?. To proste biedne ludzie są, nie wiedzą co dobre” ale przecież w Warszawie sama wieś siedzi!!!

  8. Anna

    Ha ha ha Fajne te twoje posty jak diabli czytam i od razu przypominam sobie jak w gumofilcach i z widłami w ręku wychodzę z chlewika gdzie właśnie gnój wyrzucałam, a tam przy płocie stoją moje koleżanki z miasta. Pomyślały sobie, że wpadną tu do mnie i wyciągną mnie na miasto 🙂 Ich wyrazy twarzy po dzień dzisiejszy mam przed oczami…Miałam w tedy naście lat i głupio mi było jak diabli… Wyprostowałam się, wciągnęłam brzuch i odrzuciłam włosy na bok, po czym podeszłam jak gdyby nigdy nic i zapytałam – Czego ? Śmiały się z dobre dziesięć minut

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Czyli dobry tez z Ciebie „jajcarz” 😀

  9. Basia

    Tytuły – jestem u rodziców rzadko – ale tatę zmogła choroba a duze gospodarstwo i natychmiast trzeba pomóc. Biorę urlop i jadę … stado kilkudziesieciu krów i ja z mamą. Po kilku dniach tata wraca ze szpitala zachodzi do obory i komentuje.. z tytułem doktora to ja w oborze miałem tylko weterynarza, ale żeby gnój wyrzucał nigdy? Tak nas tym rozbawił….

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Haha dobry tekst taty 🙂 Kilkadziesiąt krów? Jest przy czym robić! Daleka ta Twoja wieś od Siedlec?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *