Fundacja to też korporacja

Bohaterem dzisiejszej opowieści jest Pan P.

Człowiek w obyciu skromny lecz w działaniu śmiały. Pan P. to mąż swojej żony, ojciec pierworodnego syna, pasjonat historii, nauczyciel, filozof, wojownik.. innymi słowy Nieprzeciętny Kowalski.

Pan P. zwiedził kawał świata, przejechał wiele kilometrów, imał się różnych zadań. Ogrodnictwo i handel gazetami mu niestraszne. Murarz, dekarz, barman, marketingowiec, biurwa, antykwariusz.. droga jak widać dość kręta, jednakże nadzwyczaj ciekawa. Pan P. czuł w duszy niepokój, wieczną potrzebę zmian, szukał. Jedyne czego nie zmieniał w życiu, to bycie dla innych. Pan P. to taka dobra dusza, załatwi, pomoże, radą posłuży, a swoje pieniądze po części dla innych spożytkuje.

Osobowość i potrzeby doprowadziły zawodowo go do III sektora. Fundacje spełnieniem siebie poprzez służbę społeczeństwu. W umyśle Pana P. nic nie mogło się spieprzyć. Jednakże ta opowieść nie będzie traktowała o szczęściu społeczniaka, a o tym, że idealizm poglądów ginie w mroku doświadczenia.

Fundacje wielu z nas kojarzą się ze skromnością i misją. Skromność zapewne jest budowana w naszym poczuciu przez to, iż to kawałeczek naszego, nie do końca skromnego podatku, możliwości wszelakie fundacji daje. Jednakże, jak to Pan P. powiedział „szarego papieru tam raczej nie znajdziesz, prędzej potrójną Reginę”.

Owa „Regina” jawi się w III sektorze w postaci solidnych bankietów po niezwykle „potrzebnych” szkoleniach. Zjazdy w hotelu? Na wypasie. Za czyje pieniądze? Za Twoje. Wkurzyło? I dobrze, bo bankiet w korporacji jest za wyniki. W fundacji, bo kasę wykorzystać trzeba.

Nasz bohater, pewnego razu szczęśliwie dostał pracę w fundacji X. Budynek siedziby skromny, lecz z pięknym widokiem na warszawski „PEKIN”. Otoczka jednak ważna nie była, bo najważniejsze jest to, co działo się w środku budynku. Atmosfera rodzinna, pracownicy zaangażowani bez kija i marchewki nad głową. Praca wrzała 24h na dobę, bo obszar działania wspomnianej fundacji to pomoc ludziom, którzy chcieli się „schować przed światem”. Nikt nie narzekał na „nocki” i w razie potrzeby dodatkowe godziny, pracownicy chcieli robić robotę i ją doskonale robili. To miejsce wyzwalało w pracownikach wszystko to, co było w nich najlepsze. Pracowali tam i starsi i młodsi. Na telefonach, w papierach, w terenie. Z policją, konsulatem, w Polsce i zagranicą. Nadmienię, iż z policją praca łatwa nie była, gdyż mundurowi e-mail’a nie używali 🙂 jeno faxem się posługiwali. Skład fundacji X był wyśmienity. Ilość osób poszkodowanych, a przez nią uratowanych, liczyła się w tysiącach… Wszystko hulało niczym szwajcarski zegarek.

Aż wróciła Ona. Pani Dyrektor. Z macierzyńskiego. I postawiła ludziom biurka tak, aby siedzieli twarzami do ściany… bo niestety między sobą rozmawiali 😉 jakże śmieli, cóż za rozluźnienie! Warto wspomnieć w tym momencie, iż gro składu fundacji X pracowało za darmo, aby pomagać, nic więcej. Byli wieloletnimi wolontariuszami i nierzadko psychologami.

Chcieli wytrzymać, dla ludzi których uratowali, bo to wartość niepieniężna, a niezwykle łatwo policzalna.

Pani Dyrektor rozpędzona niczym Struś Pędziwiatr, poszła o kilka kroków dalej. Cięcie kosztów, zwalnianie specjalistów (nie napiszę Poszukiwaczy, aby nikt nie zgadł, o jaką fundację chodzi), wygospodarowanie sowitej pensji i och! Zatrudnienie niezwykle potrzebnej Pani Marketingowiec do kontaktu z dziennikarzami, telewizją.. szeroko pojętymi mediami.

Teraz Szanowny Czytelniku, powinieneś usłyszeć głębokie westchnięcie Pana P. Bo to właśnie Pan P. z łatwością zorganizował pracę z TVP, gazetami, konsulatami, Goprem, Toprem, „Sroprem” i kim tylko się dało, bo język w gębie miał i stanowiska „Wielmożnego Pana” za cholerę nie potrzebował.

Finał tej historii jest taki, iż fundacja to NIE jest jednak korporacja.

Gdy najważniejszy element się wali, czyli odchodzą ludzie, a to właśnie ludzie są nogami każdej firmy, instytucji, korporacji, podtrzymującymi strukturę niczym chłop na roli utrzymujący królestwo, bierze się Rządzących pod lupę. W fundacji X zamiast piętrzyć stanowiska za „bimbaliony” kasy, po prostu się ich pozbyto.

„Regino”, nie wszędzie zdajesz egzamin. Tworzenie nadmuchanych struktur w III sektorze wg Pana P. ma się jak pięść do oka. Tam nie ma miejsca na elitarność, której tak wiele osób pożąda. Fundacja nie może kojarzyć się z biznesem. Fundacja to ludzie, którzy „chcą”, a nie „muszą”.

Być może, dopuszczanie ludzi do władzy w tym właśnie sektorze, którzy chcą być „śmietanką” w branży, jest niewłaściwe.

Ale przecież III sektor, to nie jest branża.

Prawda?
Powiedz, że to wciąż prawda.

Ten krotki tekst został napisany na podstawie wywiadu z Panem P.

Wywiad odbył się wieczorową porą przy zachodzie słońca, w klimacie sentymentalnym tak bardzo, jak bardzo sentymentalny jest Pan P.

2 Komentarzy

  1. Angela

    Bardzo dziękuję Panu P. że zawsze rano chciał się ze mną dzielić swoją jajecznicą 🙂

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Przekażę Angelo podziękowania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *