Dziadek – wrzuta FB

Tu znajdziesz wpis

Dziadek kilka dni w tygodniu stoi z kwiatami w okolicach Politechniki Warszawskiej. Zawsze skromnie ubrany. Lniane, wytarte spodnie, nienaganna koszula z mankietami z lat około 70′, but z kategorii weselny. Do wszystkich szczerze się uśmiecha prezentując bukiety. Stara się patrzeć przechodniom prosto w oczy, ale nikt z biegnących swoich na niego nie podnosi. Taki bukiet to 8 zł. Dla dziadka całodzienne wyżywienie, dla mijających to… pół kawy latte w okolicznej modnej sieciówce. Siadam niedaleko w cieniu i oglądam rozgrywający się kawałek życia. Gorąco mi, lepko, ohydnie, ale siedzę. 10 minut. 15 minut. 25 minut. Nic. Ludzie wciąż biegną, patrzą ale nie widzą. Dziadek wytrwale i elegancko uśmiecha się do wszystkich. 35 minut. Wstaję, podchodzę do dziadzia, obdarzam uśmiechem, po czym płacę mu podwójną stawkę za wyschnięty już wiecheć.

Stać mnie na to, aby nie kupić kawy w Srarbaksie czy innym mu podobnym.
W przyszłym tygodniu też przejdę się w tamtą okolicę. Całkiem przypadkiem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *