Sąsiadem być – wrzuta FB

Tu znajdziesz wpis

Moje warszawskie osiedle, takie ładne, zamurowane, z wielką bramą al’a krata. Równy trawnik z informacją „zakaz wprowadzania psów”, przycięte drzewka, na co drugiej ścianie przymocowana tabliczka „zakaz gry w piłkę”, tuż obok fontanna z „zakazem kąpieli”. Prestiż.
Codziennie od 3 lat mijam tu ludzi, twarze kojarzę jako tako, ale nic poza tym. Zazwyczaj każdy nos trzyma w kierunku stóp i szybko daje dyla do swojego M4. Ja też.. ale nie mój brat i nie u siebie.
Brat przechadza się dumnie na wiosce pomiędzy domostwami. Z wypiętą piersią pcha wózeczek z synkiem, małżonkę prowadzi przytuloną, ich pies, przybłęda, na pysku ma wypisany napis – to moja rodzina.
Brat i bratowa każdemu przechodzącemu kłaniają się „w pas”, ukłony są im również oddawane. Przy którymś zakręcie, uśmiechnięty młody człowiek krzyczy do brata zza płotu – „kiedy kolejny grill”?
Kolejny grill…
Zaczęłam od Pani sprzątającej. Kilka razy pod rząd zwykłe „dzień dobry” o 7 rano z bananem przyklejonym na usta. „Dzień dobry” przerodziło się w angielskie „piękna dziś pogoda” w porywach do „cóż za skandynawska aura”, a dziś dostałam dobrą radę – iż najlepiej to malinówką ten mój katar wyleczyć.
Znam też już sąsiadów z psami, wymieniamy drobne uprzejmości o żywieniu, albo pogryzionych kapciach.
Niedługo będę miała od kogo pożyczyć sól 🙂

4 Komentarzy

  1. Kraqska

    Jak ja Cię rozumiem. Sama mieszkam w Warszawie od pięciu miesięcy i nie znam swoich sąsiadów. Prawie ich nie widuję, to fakt.
    Kojarzę pana, który zajmuje się czystością na osiedlu – mówiłam mu „dzień dobry” za każdym razem kiedy go widziałam. Pewnego dnia on przywitał mnie pierwszy – co za sukces! 🙂

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Pewnie, że sukces. To po prostu miłe uczucie. Głupie dzień dobry potrafi dać jakiś komfort psychiczny i pokazać, ze nie jest się samemu 😉

  2. nieSąsiad

    Co to za frajda znać sąsiadów z osiedla? Ja swoich nie znam i nawet nie zamierzam. Jak mieszkasz na wsi to ile masz „relacji”? Mało, więc się skupiasz też i na sąsiadach. Mieszkając w mieście codziennie masz kontakt z większą ilością ludzi niż 3 pokolenia wstecz w małej wiosce. Fetyszyzowanie sąsiadów w mieście jest tak samo nietrafione jak wychodzenie do kurnika w szpilkach – bo u nas w mięscie\bo u nas na wsi.

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Dzień dobry,
      My nie mamy domu w małej wiosce, a pod Siedlcami i ta wioska to przedłużenie miasta. Większość domostw to mieszczuchy już teraz. Tu chodzi o kulturę osobistą i budowanie relacji. Relacje dają poczucie bezpieczeństwa, to po prostu miłe kogoś pozdrowić i móc na kogoś liczyć czy to w bloku, czy to w domu z ogrodem. Wczoraj, starsza Pani która mieszka obok mnie w mieszkaniu wyjechała do sanatorium. Przed wyjazdem poprosiła mnie, abym rzuciła na jej mieszkanie okiem, bo wówczas będzie czuła się bezpieczniej. No pewnie, ze rzucę okiem, a jak wróci to polecę zrobić jej zakupy, żeby nie dzwigala. Zatem to co uważam za słuszne, jest bardzo trafione – kto co lubi. Pan woli samotność i anonimowość, ja całkiem na odwrót.
      P.S. Szpilka w gnoju to przenośnia, ale z pewnością zdążył już Pan to zauważyć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *