Trochę kierownik, trochę handlarka

Był sobie taki moment w moim życiu. Stałam na ul. Puławskiej i rozmawiałam z tatą lub mamą przez telefon, a raczej strzelałam jak z karabinu, bo zaproponowano mi tego dnia w robocie „bycie kierownikiem”. Sukces, podekscytowanie, wizja – jak nic znajdę się na okładce „Forbes” ;). Parę ładnych lat pracy w korporacji, siedzenia po godzinach, dziesiątki piw zawiązujących przyjaźnie pracownicze.. i dziś chcę sprzedawać jajka. Marzenie „Forbes” zmieniała się na „Lokalny rolnik”.

Decyzje podjęłam na zakładzie, siedząc w atrakcyjnym uniformie koloru szarego. Ciśnienie co chwila mi skakało, jak skacze target z miesiąca na miesiąc. Pierwsze siku o 13, śniadanie w w domu po robocie. Robolem zawsze byłam dobrym, ale nauczona doświadczeniem swoim i innych, nie mogłam wyzbyć się świadomości, iż w razie niepowodzenia, po tygodniu firma zapomni o moim poświeceniu czasu i zdrowia 🙂 Myśli łączyły się mi jak puzzle – dużo gadam, lubię wieś, wszyscy mówią że jestem podobna do babci, która całe życie hodowała drób. DRÓB.

Pomysł z jajami wydał się z początku dość abstrakcyjny. Bo niby jak mam sprzedawać wiejskie jaja, pracując w Warszawie na etacie jako Poważna Pani Kierownik ds Operacyjnych? No ale Ania jak to Ania, business plan poczyniła ołówkiem „na kolanie” i zaczęła działać zanim wszystko dobrze obliczy i nie „daj Bóg” się przestraszy. W 3 dni wyciągnęłam oszczędności życiowe, zamówiłam ekipę budowlaną oraz stadko kur. Działam abarot niż w pracy na etacie. Pod wpływem emocji, galopem i nie patrząc wstecz. Problem z kasą pojawił się szybko, ale jeszcze szybciej ratunek od kumpeli. Nawet pokwitowania nie wzięła, nie spytała kiedy to Mości Ania raczy spłacić, skoro business plan mógłby wisieć dokładnie w tym samym miejscu, co papier toaletowy. Tyle zaufania, a suma była niebagatelna na kilka ładnych tysi, no ale to zaufanie budowałyśmy przez dobre 6 lat pracując w „Mordorze” ramię w ramię niczym Muszkieterki, walka w korpo zbliża 😉

Moje pierwsze zamówienie przyszło od koleżanki, ilość sztuk – 90. Jaja miałam dostarczyć do eleganckiej kancelarii prawniczej. Tego dnia nie ubrałam się zbyt wyzywająco do pracy. Brak koszuli, brak obcasów, przecież nie mogę wzbudzać podejrzeń wśród prawników, że niby jakiś oszukany hodowca jestem 😀 Na zakładzie wybiła godzina 16 zero jeden. Spod biurka wyciągnęłam torbę pełną towaru, jedynie łypnęłam okiem na zespół, czy nie wzbudzam podejrzeń. W razie potrzeby zawsze można powiedzieć, że lecę na trening. Zdjąwszy z czoła napis Pani Kierownik, ruszyłam do klientów, oddalonych raptem o kilka ulic. Jaja trzęsły mi się na ramieniu. Nogi trzęsły się pode mną. Chustki na głowie nie miałam, ale zawsze można się wykpić, iż profesjonalny ubiór wiejski, przyodziewam jedynie w weekendy 😉 Podejmowanie w pracy etatowej obcojęzycznych szefów na wizytacji, zrobiło się nagle niezwykle proste, w porównaniu ze sprzedażą jaj prawnikom. Budynek klientów niezwykle elegancki, winda obszerna.. pyk 3 piętro. Zza winkla wychyliła się atrakcyjna i młoda sekretarka. Dygnęłam przed nią najładniej jak potrafiłam, wyjaśniłam cel swego przybycia i nerwowo, aczkolwiek zachęcająco potraktowałam ją uśmiechem. Dziewczę zmierzyło mnie wzrokiem od stóp do głów, podniosło telefon i rzecze – „Beata, pani z jajami przyszła, sala 7?” Jak stałam z pełną powagą na twarzy, tak została zmyta w sekundę. Ania, pani z jajami 😀 Dokonawszy transakcji kupna – sprzedaży, wyszłam z kancelarii i śmiałam się dobre 40 minut. Ten dzień naprawdę się wydarzył, wzbudził we mnie wiele emocji, rozcieszył do upadłego i dał kopa do działania.

Jednakże kolejna akcja sprzedażowa, odbywająca się na Grochowie, już nie była taka pełna radochy. Jaja musiałam wpakować w wielki 90 litrowy plecak, ponieważ moje ramie urwałoby się pod zamówioną ilością. Plecak wystawał mi ponad głowę i ostro przeciążał do tyłu. Wyleciałam spóźniona z pracy, wszędzie korki bo przecie Most Łazienkowski w remoncie, nie miałam jak usiąść w limuzynie 523, ludzie obijali mi się o jaja 😀 – biada mi! Biada.. Tego wieczoru chciałam wszystko rzucić w cholerę. Po co sobie dokładam problemu? Może sum bajońskich nie zarabiam, ale kasa jest, stanowisko jest, budek w którym pracuję ma klimatyzację – wszystko gra. Czy nie lepiej zakładać codziennie szpilki niż brodzić w „kurzaku”?

I wtedy dostałam maila od Pani, która 2h temu kupiła ode mnie jajka i już zdążyła je przetestować. Że pyszne, że delikatne, że czuć różnice, ze tak pięknie opakowane, że mało kto się tak stara… i w trymiga Ani serce roście 🙂 Jeszcze Św.P. babcia Domicelka przełożyła mi mentalnie przez łeb, bo to w jej ślady idę i Szanowna Pani Kierownik Ania, plecak jajcami w przyszłym tygodniu znowu wypełni.

Niedawno w „Polityce” ukazał się artykuł na temat otyłości, hodowlach przemysłowych, spożywanej przez nas chemii i ogólnym rozkładzie spożywki w XXI wieku. Poświęcono również akapit na kurki wolno wybiegowe, kwasom Omega 3 i innym cudom niewidom, które dla naszych ojców i dziadków były standardem, dziś są dobrem poszukiwanym. Miasto dało mi wiele dobrego – prace, kina, tatry – zatem niech wieś się też odwdzięczy. Poniosę, dosłownie i w przenośni, ten swój „Krzyż Pański”, a przynajmniej spróbuje. Potem jak już będę stara i zgrzybiała, będę mogła spojrzeć w lustro i powiedzieć – próbowałam.

Pracuję teraz 7 dni w tygodniu, z czego połowę dni wychodzę o 7 rano, a wracam do domu o godzinie 20. Podobno to takie fajne rzucić korpo i być na swoim 🙂 Co tam stały zarobek, co tam umowa o pracę i prywatna opieka medyczna. Zrzucę kajdany niewolnicze i będę wolna niczym ptak! Tylko jakoś mam wrażenie, że inna pętelka zaciska mi się na szyi.

Finał tej historii jeszcze długo będzie pisany.

9 Komentarzy

  1. kraQska

    Aniu, po raz kolejny poprawiłaś mi humor 🙂 Świetny wpis, bardzo pięknie opisany – już wyobrażam sobie Ciebie pędzącą z towarem przez miasto.

    Co do sytuacji z sekretarką – chyba bym nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. „Baba z jajami” – to świetna nazwa 😀
    Trzymam kciuki za wierną, tozrastającą się i jajolubną klientelę.

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Rozkręca się, wczoraj pierwsza dostawa do firmy, w której przepracowałam prawie 8 lat jakie Kiero 😀

  2. Karola

    No pięknie Fela! Wiesz, teraz pomyślałabym nad dalszym rozwojem…. może by tak kupiła sobie skuter, no wiesz do tego roznoszenia :p

  3. Travelling Milady

    I tak trzymaj. Do takich rzeczy trzeba mieć jaja, więc trafiło na odpowiednią babeczkę.

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Nooo weź 😀 Dzięki :* i trzymaj kciuki, żeby mi sie te jaja nie urwały po drodze 😉

  4. M

    Podoba mi sie sam blog jak i poczucie humoru Pani
    Kierownik 🙂
    Szczegolnie wpisy o pójściu na swoim sa mi bliskie – sam sie miotam ale korpo daje złudne poczucie bezpieczeństwa.
    Brawo za odwagę i pierwszy krok !
    Czytam dalej
    Pzdr
    M

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Życie dalej pisze … wiec i ja niedługo napiszę 😉 pozdrawiam.

  5. lukasz

    Hej, troszke odwzorowane 😉

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      W jakim sensie odwzorowane?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *