Tadzio, Domicelka, Antek i Zosia – wrzuta FB

Wpis znajdziesz tutaj.

Kiedyś miałam dziadka Tadzia. Dziadek Tadzio przyniósł mi kanarka Kubusia i robił najlepszą grochówkę pod słońcem. Miałam też babcię o imieniu Domicelka, świder był z niej niesamowity. Wyciągała z cycków siateczkę z pieniędzmi i zawsze parę groszy na cukierki dawała. Załatwiała też ananasy, choć w sklepach ich wtedy nie było. Miałam dziadka Antka, żołnierza AK, pseudonim Wyrwa. Wiem, ze Antek mnie kochał, choć wylewny w uczuciach to nie był. Nauczył mnie grać w remibrydża i robił przepyszny napój francuski, czyli wodę z dżemem 🙂 Kiedyś walnął mnie przez łeb, bo pyskowałam jego małżonce Zosi. Zośka jest ostatnia. Ma ponad 90 lat i wygląda jak pączek w masełku, jest upierdliwa, nie przyjmuje odmowy i w zasadzie to nikt jej nie podskoczy 🙂 szacunek do wieku rzecz święta.
Wchodząc dziś do pracy słyszałam, jak jakiś młodziak krzyczał do słuchawki „Halooo to ja babciu Maciek, Macieeeeeeeek babciu”, chyba nie odniosło skutku 🙂 bo rzekomy Pan Maciej podniósł jeszcze bardziej głos i huknął „Wszystkiego najlepszego, przyjadę do Ciebie w weekend”. Ja jestem w Warszawie, więc do Zosi również jedynie zadzwonię, ale brat wyciągnął swoją „Master Card” na ptasie mleczko i szykuje się na wizytację.
Chciałabym co roku móc wydzierać się do słuchawki tego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *