Wołem być

A gdy zaczynasz łapać wszystkie sroki za ogon, możesz spodziewać się zdrowego pier*****a w krótkim czasie.
Po dwóch latach bez urlopu, skrupulatnie planowałam zadbanie o siebie w ciąży i szybkie L4, coby rozwijający się bąbel we mnie miał warunki rodem z 5- cio gwiazdkowego hotelu. Ja sama miałam wąchać kwiaty na łące, podziwiać świat na spacerach i zbierać grzyby w lesie. No miałam, ale dostałam awans w 9 tygodniu ciąży na Główną Kierownicę na zakładzie zagranicznej firmy.
„Ależ to się składa wyśmienicie!” pomyślała Ania. Więcej kasy wpadnie, zrobimy remont, kupimy wózeczek, połatam dziury finansowe swojego prywatnego biznesu jajecznego. Jak to mówią, ciąża to nie choroba, wycisnę z siebie jeszcze trochę.
No to cisnęłam, oj jak cisnęłam! Pomiędzy USG, kolejnymi cm tu i ówdzie, zarządzaniem 30 osobowym odziałem firmy, musiałam znaleźć czas na karmienie kur i sprzedaż jaj. To był prawdziwy rollecoaster. Na jednym komputerze omawiałam z prawnikiem kolejne umowy i rozwiązania, na drugim hodowlę i nowych klientów. DJ Ania 😉
Brzuch rósł, a wraz z nim ilość obowiązków. Sama sobie kręciłam bat nad głową. Moje zacięcie do pracy szło w parze z głupotą, teraz to wiem, ponieważ o mały włos znienawidziłam to, co tak bardzo kochałam – pracę na wsi.  Nie obyło się bez łez, ale i śmiechu.
Pewnego upalnego weekendu Ania postanowiła jak zwykle nie odpoczywać po całym tygodniu pracy w Warszawie. Przyjechała na wieś, spakowała 800 jaj i udała się na siedlecki bazar. Ania sama wyglądając już jak dorodne jajo chciała sobie udowodnić, iż ma duszę handlary. Sprzedałam wówczas te 800 jaj, po drodze uciekając od straży miejskiej ze swoim mini stoiskiem w rękach 😀 Nikt mi nie powiedział, że miejsce na chodniku należy wykupić 😛 Możecie zadać sobie pytanie, po jaką cholerę baba w ciąży, pełniąca stanowisko kierownicze w dobrej firmie, sprzedaje jaja na bazarze? Przyznam, że sama wciąż zachodzę w głowę.. Przecież niczego nie mogłam odpuścić. Job must be done.
Kilka dni później z bazarowej baby musiałam przemienić się w elegancką Panią Manager i udać się z prezentacją do nowego partnera biznesowego. Na spotkaniu byłam ja, mój brzuch i kilkunastu dyrektorów. Stanęłam wyprostowana przed publicznością recytując z angielska swoje slajdy. Brzuch zaczął falować. Mała główka córki uciskała mi pęcherz i mogłam się jedynie skupić na tym, aby nie popuścić przed szanownym gronem dyrektorskim.
Na porodówkę pojechałam prosto z pracy. Drogi Czytelniku – pozwalam Ci powiedzieć, ale z Ciebie durna baba! Bo durna, przyznaję się. Ten galop w robocie i brak porządnego urlopu odcisnął swoje piętno zaraz po porodzie. Po raz pierwszy nie wiedziałam gdzie góra, a gdzie dół. Ok, nie wiem czy to uwolnione niczym Kraken hormony, czy też zmęczenie do granic możliwości, ale wiem, że chrzanię. Nie wracam do takiego trybu, będę pleść wianki na wiosnę.
Zapomniałam jak pachnie zachód słońca. Zapomniałam co to znaczy nie patrzeć nerwowo na telefon. Zapomniałam jak wybornie móc pozwolić sobie na kaca w weekend i nie bać się, ze muszę coś zrobić, bo nie wyrobiłam się w tygodniu. Od nowa muszę się uczyć robić coś dla siebie. Nie chcę już być RoboCopem. Chcę żyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *