Telefoniczna dziwka

latarnia

 

Od taty co tydzień dostawałam 50 PLN.

Z tych 50 zł musiałam opłacić bilet PKP w piątek popołudniu, aby móc wrócić do domu. Reszta hajsu hulaj dusza, piekła nie ma! 🙂

Pamiętam, jak w podziemiach przy rotundzie na posadzkę upadł mi puder do twarzy. Prawie 20 zł w plecy, a te cholerne dwadzieścia złotych to było strasznie dużo.

Mieliśmy z chłopakami również dyżury w kupowaniu pieczywa. Mój dyżur wypadał w czwartek – 1 biały chleb + 4 bułki. Ta kwestia była święta. Już w piątek rano był problem ze śniadaniem, ponieważ mieszkaliśmy w 4 a nie 5 osób 🙂 ale najważniejsze, że do piątku wystarczało na papierosy. Ta, równie święta kwestia, wówczas (dzięki niebiosom) kosztowała 4,20 w kategorii L&M lights, a że byłam młoda i nieśmiertelna to trochę tych 4,20 poszło z dymem 😉

Powód poszukiwania pierwszej pracy był typowo studencki. Jeśli wspomniane 50 PLN miałabym wydać jedynie na piwo z nowymi znajomymi w knajpie, mogłabym spożyć ich całe 8 w ciągu tygodnia, a potem pozostawałoby delektowanie się powietrzem. Wiadomo, Warszawa miastem gorącym, młody wiecznie spragniony i nie lubił udawać, że brzydzi się alkoholem.

Poniedziałkowa Wyborcza poszła w ruch (koneksji ani internetu wówczas nie posiadałam). Najbardziej interesowały mnie ogłoszenia typu „Niepotrzebne doświadczenie”, „Extra kasa”, „Masz miły głos i lubisz rozmawiać”? Pewnie, że lubię! Rodzice zawsze mówili, że jestem niczym Hanka Bielicka 🙂

Pierwszy telefon do potencjalnego pracodawcy wykonałam z drżeniem rąk. Odebrała przemiła Pani, z wejścia zainteresowana tembrem mojego głosu – że praca zmianowa, że premie, że elastyczny grafik (cudownie, przecież codziennie jestem na zajęciach). Przewspaniałą wiadomością było również to, że siedziba mieści się w Plaza „jakoś tam”. Jezusicku! jak to możliwe?! Przecież to główny widok z mojej sypialni, a wszyscy mówili że Warszawa taka duża!

I najważniejsze, dodatkowe złotówki przy nocnych zmianach.

Nocnych zmianach??!!

Owszem, nocnych. Najlepiej również jakbym w czasie rozmowy zaprezentowała jak JĘCZĘ przez telefon 🙂

Jęknęłam, a potem chyba puściłam bąka z wrażenia, który z pewnością rozszedł się echem po drugiej stronie słuchawki.

To był pierwszy raz po przeprowadzce do stolicy, kiedy chciałam wrócić do mamy. Pracy oczywiście nie wzięłam.

3 Komentarzy

  1. Marta

    buhahahah własnie uśmiałam się do łez. Nie znałam tej historii 😀 Dobre
    Czekam na więcejjjj….

  2. Piotr

    A pamiętasz męski zapach skarpetek unoszący się w Twoim pierwszym wynajmowanym mieszkaniu? 😀

    1. Szpilka w gnoju (Post autora)

      Pamiętam, pamiętam 🙂 Stąd wpis „Sztywne skarpetki w przedpokoju” 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *